Recenzje

21 kwietnia – Centrum Kultury „Działdowska” – wpisy słuchaczy:

 

9 marca – Dom Kultury „Rakowiec” – Maciej Karłowski, portal jazzarium.pl :

„Na początku tygodnia zadzwonił do mnie Piotr Wróbel, uznany w jazzowych kręgach puzonista, nagradzany komozytor, wielki admirator muzyki Boba Brookmeyera i w razie ktoś by nie pamiętał członek obydwu orkiestr skompletowanych dla polskich koncertów Marii Schneider z informacją, że 9 marca gra koncert i zaprasza na niego gorąco. Ucieszyłem się, bo Piotr puzonistą jest świetnym, a dodatkowo gra na rzadko wykorzystywanym poza formatem orkiestrowym puzonie basowym. Oczy zaświeciły mi się jeszcze bardziej kiedy usłyszałem, że będzie to w ogóle koncert puzonowy i na scenie zagości zespół złożony z puzonów czterech!
Już widzę te komentarze, po co komu puzon? Absurdalny instrument, co się kurczy i rozciąga. Niewygodny, długi, o wcale nie tak bardzo olśniewającym brzmieniu. A jeszcze cztery puzony toż to po pierwsze nuda zwielokrotniona, po drugie albo głupia fanaberia albo kabaret co najwyżej!
Szybko zacząłem przeglądać w pamięci czy w ogóle tego rodzaju skład zaistniał na naszej scenie jako odrębny i samodzielny zespół i wyszło mi, że nie. Ale mogę się mylić. Świat chyba także nie bardzo ma się czym w tej sprawie pochwalić, o ile oczywiście nie będziemy liczyć puzonowych kwartetów powstałych przy słynnych orkiestrach, w strukturach uniwersytetów muzycznych albo zespołów działających w przestrzeni muzyki współczesnej lub klasycznej. Jazzowych jest znacznie mniej i chyba żaden nie zyskał sobie nawet ułamka popularności choćby Rova Saxophone Quartet, że o World Saxophone Quartet nie wspomnę.
A Piotr Wróbel, Jacek Namysłowski, Michał Tomaszczyk (także grali z Marią Schneider podczas Bielskiej Zadymki Jazzowej) i Marcin Muras założyli kwartet jazzowy, nazwali go J4zz PuZone i na dodatek jeszcze grają swoje kompozycje. I to jest to! Utwory są ciekawe, nowoczesne, dzieje się w nich dużo i dają możliwości pokazania puzonu jako instrumentu zupełnie wystarczającego, żeby na długo zaabsorbować uwagę słuchaczy bez zahaczania o terytorium freejazzowe i wymyślne techniki gry.
A jest co pokazywać. Puzon to w jazzie instrument ważny i z tradycjami, od wielu dekad wyemancypowany i mający swoje gwiazdy i swoich ekspertów. W J4zz PuZone brzmienie poszerzone jest także o puzon altowy, eufoniom oraz tubę co tym bardziej powinno budzić ciekawość. Jak się okazało było też komu pokazywać. W Sali widowiskowej Domu Kultury Rakowiec w Warszawie zgromadziło się ze 100 osób.
Bardzo fortunnie ułożony został także program koncertu. Na początek utwory wymagające większego skupienia, potem materiał nieco lżejszy, utwory przeplatane dowcipną konferansjerką. No i na końcu bis. Bis z okazji Dnia Kobiet. Zamiast ballady czy tzw. love song a jakże utwór autorski Piotra Wróbla będącego razem z Jackiem Namysłowskim jedynym kompozytorem repertuaru grupy. „O Termosie” – taki nosił tytuł i był w części instrumentalny, a w części zaśpiewany, do tekstu autora i przez niego też zaśpiewany. Ale nie do mikrofonu tylko do części puzonu, na którym Piotr zagrał swój dyplomowy koncert. I wtedy zrobiło się naprawdę zabawnie. Zresztą taki był zamysł, i takie były życzenia dla pań, którym zespół winszował uśmiechu i wiosny. Uśmiechy były i jak sądzę utrzymywały się długo po koncercie, bo jak zresztą mogło być inaczej skoro do utrzymanej w marszowo-hymnicznym nastroju muzyki padły m.in. słowa „lej, lej z termosu herbatę kawę czy rosół” .

Maciej Karłowski – portal Jazzarium.pl